niedziela, 27 stycznia 2013

Do czego ci inspiracja?

Właśnie takie pytanie zadano mi dziś na "rodzinnym" obiadku. Oczywiście samo pytanie jest w filozoficznym sensie bardzo na miejscu, ale szczerze mówiąc nie miałam ochoty na zwierzenia do kotleta...
Może wytłumaczę czym według mnie w ogóle jest inspiracja. Inspiracja jest wszędzie. Rozejrzyj się. W każdym kącie pokoju, w którym siedzisz jest inspiracja. Popatrz na półki. Książki, muzykę, gry na niej. To wszystko stanowi jakąś inspirację. Popatrz na obdrapane biurko, kołdrę na łóżku, długopis walający się w szafce. To wszystko samo w sobie stanowi nieskończone źródło inspiracji. Inspiracja napędza nasze myśli, sprawia, że są wartkie, błyskotliwe. Gdy człowiek nie ma inspiracji staje się płowy, wyblakły. 
Człowiekowi najczęściej brakuje inspiracji, kiedy przyjął jej za dużo na jeden raz. Czy to oznacza, że mamy ograniczać inspirację? Ja stosuję właśnie taką metodę. Piszę teraz do Was, bo całkiem niedawno przeżyłam zupełny brak inspiracji. Nie mogłam jej znaleźć. Była wszędzie, wystarczyło poszukać. Po prostu jej nie dostrzegałam. Nie ma chyba nic gorszego dla artysty (którym nota bene się czuję, choć nie jestem nic w dosłownym tego słowa znaczeniu) jak brak inspiracji. Bo brak inspiracji to brak weny.  Kiedy nie masz weny po prostu nie żyjesz. Tak się czuję, kiedy nie mam inspiracji.
Skoro brak inspiracji (w wyniku weny) jest śmiercią, to po co mi inspiracja? Do życia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz