Na pewno obiła Wam się o uszy ta popularna łacińska sentencja. Zastanawialiście się kiedyś jak to jest faktycznie "łapać dzień", żyć pełnią życia? No cóż, dla mnie to szalenie interesujący temat. Piszę do Was z ciemnego, oświetlonego jedynie przez gasnący płomyczek świecy, pokoju. W tle słychać "At The Left Hand Ov God" Behemotha. Piję herbatę. Na pewno nie jest to przysłowiowe "łapanie dnia", jednak mimo tego, czuję się w jakiś sposób spełniona. A chyba właśnie o to chodzi w tej senstencji. Więc co to właściwie jest "carpe diem"?
Moim zdaniem to metaforyczne szczęście. Nie tracenie czasu na rzeczy, które nie sprawiają nam przyjemności, a nawet nas męczą. Widzę tu coś z hedonizmu. Każdy postrzega szczęście trochę inaczej. Dla niektórych szczęście jest to coś stałego, dla innych jest to ekstaza (patrzcie "O szczęściu" Tatarkiewicza), a jeszcze inni dostrzegają szczęście w spełnionych marzeniach (patrzcie "O sztuce istnienia" Fromma). Idąc tym tropem, jeżeli ekstazą jest dla mnie pisanie teraz do Was, czy właśnie "łapię dzień"?
Oczywiście ostateczną odpowiedź pozostawię Wam, w końcu każdy z nas potrafi wyciągać wnioski... (:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz